niedziela, 1 października 2017

Wielka Wymiana Książkowa - Przeczytaj i Podaj Dalej!

Po raz pierwszy biorę udział w akcji "Wielka Wymiana Książkowa - Przeczytaj i Podaj Dalej!" O co chodzi? Od dzisiaj do 10. października wstawiamy listę książek do inernetów i wymieniamy się nimi. Zdjęcia i opisy książek można zamieszczać na swoim blogu (ponad 100 blogerów zadeklarowało udział!), na instagramie (z hashtagami) lub po prostu jeśli nie jesteś blogerką czy instagramerką - dołączasz do wydarzenia na FB i tam wstawiasz zdjęcie :)

Dołącz do wydarzenia i zobacz, co tam się dzieje >>>> Wielka Wymiana Książkowa

Akcja organizowana jest przez dwie blogerki z Łodzi Magdalenę Erbel z http://www.savethemagicmoments.pl/ oraz Dagmarę Sobczak http://www.socjopatka.pl/
I to na ich blogach znajdziecie najwięcej informacji i linki do innych blogów, na których można się wymieniać.

Akcja nic nie kosztuje, a liczę, że wyhaczę fajne książki, których jeszcze nie czytałam. My tylko umawiamy się z drugą osobą, z którą chcemy się wymienić i nawzajem wysyłamy sobie książki. Jedyny koszt, jaki ponosimy to przesyłka. 

 Grafikę wykonała Kasia z http://yummymummyideas.pl/

OGÓLNE ZASADY WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ
• Akcja trwa od 1 do 10 października 2017 r.
• Udział w akcji może wziąć każdy - nie tylko bloger!
• Książkami się wymieniamy, nie sprzedajemy!
• Wymiana odbywa się bezkosztowo - ponosisz jedynie koszty przesyłki.

 

Książki na wymianę - lista




1.   J.M. G. Le Clezio - Urania
Stan: + dobry
Urania to powieść-bajka o utopii stworzonej w dwudziestym wieku na wzór dawnych społeczności Mezoameryki. Le Clezio w 2008 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nobla.

2. Jean Sasson - Wybór Jasminy 
Stan: - bardzo dobry
Wymiana z: Pauliną
Jean Sasson to amerykańska dziennikarka, która napisała wstrząsają opowieść, która wydarzyła się naprawdę podczas wojny w Kuwejcie w 1990-1991. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

3. John Fante - Droga do Los Angeles
Stan: bardzo dobry

Osiemnastoletni Arturo Bandini marzy, by zostać pisarzem. Akcja dzieje się w latach 30. ubiegłego wieku w Ameryce. Podobno Fante był bogiem Bukowskiego (taki cytat przeczytamy na okładce).


 
4. Laila Shukri - Perska miłość
Stan: - bardzo dobry
Laila Shukri to Polka, która mieszka w krajach arabskich i tym razem opisuje drastyczną historię Lidki, która poślubiła Hassana.

5. Laila Shukri - Jestem żoną szejka
Stan: bardzo dobry
Podobno to historia prawdziwa Polki, która ukrywając się pod pseudonimem literackim opisuje swoje życie u boku arabskiego szejka.

6. Laila Shukri - Byłam służącą w arabskich pałacach
Stan: bardzo dobry
Jest to historia Bibi z Indii, która zostaje wysłana do krajów Zatoki Perskiej jako służąca już w wieku 10 lat. Później kilkukrotnie zmienia jeszcze miejsce pracy.


 7. Mireille Calmel - Noce królowej
Stan: bardzo dobry
Wymiana z: https://neavecreations.wordpress.com

Historia matki Ryszarda Lwie Serce, Eleonory Akwitańskiej. Jej dorastanie we Francji, tragiczna śmierć ojca i jej pierwsze małżeństwo z królem Francji, Ludwikiem. Początek XII wieku w Europie. U boku ma potomkinię Merlina.

 8. Dan Kiley - Syndrom Piotrusia Pana
Stan: - bardzo dobry

O mężczyznach, którzy nigdy nie dorastają. Poradnik psychologiczny.

9. Andrzej Saramonowicz - Chłopcy
Stan: bardzo dobry
Pierwsza książka reżysera "Lejdis" i "Testosteronu". Historia 40-letniego neurochirurga, świeżo po rozwodzie i jego 10-letniego syna, podwójna narracja.

10. Charlotte Roche - Modlitwy waginy
Stan: bardzo dobry

Druga powieść Roche. Stan idealny. Nieczytana.

P.S. Książki oczywiście wymieniamy pojedynczo, chyba że ktoś chce więcej :) 
P.S. Przejrzę jeszcze raz wszystkie półki i jeszcze coś dorzucę, dlatego bądźcie na bieżąco ;)

Do dzieła - piszcie w komentarzach pod tym postem!
Możecie pisać też do mnie na Instagramie: @angdlakazdego
Piszcie też na maila: ioreta@gazeta.pl 
 

poniedziałek, 25 września 2017

Miejskie legendy w Anglii

Wierzycie w miejskie legendy? Słyszeliście o czarnej wołdze, która wiele lat temu porywała ludzi z polskich miast? Albo pamiętam, jak jakieś 15 lat temu mówiono, że na Śląsku grasuje diabeł, któremu widać ogon (tail) i kopyta (hooves). Zawsze pyta ludzi o godzinę, a później się ulatnia. Otóż każdy kraj ma takie miejskie legendy, w które niektórzy wierzą. Często dotyczą one istot nadprzyrodzonych, albo wyjaśniają tajemnicze zniknięcia. Dzisiaj w ramach akcji "W 80 blogów dookoła świata" opiszę Wam dwie takie legendy z Anglii. Jedna dotyczy tajemniczej dziewczyny, druga natomiast paniki, która wybuchła po ogłoszeniu radiowym, bo ludzie uwierzyli w coś, co było zaledwie fikcją literacką. Jak widzicie, fake newsy to nie jest wymysł współczesności. Ale po kolei.



The Crying Girl

Kojarzycie stację metra King's Cross w Londynie? Peron 9 i 3/4, pociąg do Hogwartu i te sprawy? Otóż ta stacja znana jest nie tylko z tego, że pojawiła się w opowieści o młodym czarodzieju. Istnieje bowiem legenda miejska, że w okolicach co i rusz pojawia się płacząca dziewczyna, szukająca pocieszenia u przechodniów. Ich uspakajanie jednak nie daje, a ona nagle znika w tłumie. Niektórzy twierdzą również, że próbowali ją przytulić, a ich ręce po prostu przeszły na wylot. Czasami słychać też jej szlochy (sob) na pustym peronie (platform). Mówi się również, że czasami na ruchomych schodach (escalators) na tej stacji czuć dym (smoke). Legenda pojawiła się po tym, jak 18 listopada 1987 roku przez to, że ktoś nieopatrznie rzucił zapałkę (a match) na ruchomych schodach, spaliło się tam 31 osób, a wiele zostało uwięzionych pod ziemią (underground). Straszne, prawda?

Więcej o londyńskich legendach poczytacie tutaj: 10 creepy phantoms and urban legends of London

"Wojna Światów" w radiu wywołuje atak paniki


Znacie film i książkę "Wojna Światów" (ang. The War of the Worlds)? W jednej adaptacji kinowej grał Tom Cruise (reżyseria: Steven Spielberg, 2005). Książka napisana przez H.G. Wellsa została opublikowana 1898 roku.

Wyobraźcie sobie, że w radiu ogłoszono, że Marsjanie zaatakowali Londyn. Marsjanie, duzi, wielkości niedźwiedzia, o brązowej oleistej skórze, z dużymi, ciemnymi oczami, bez ust. A więc, Marsjanie atakują.

W 1938 roku w Ameryce książkę przeczytano jako audycję radiową i wielu słuchaczy uwierzyło, że to prawda. Podobno wybuchł atak paniki. Jednak później krytycy zwracali uwagę, że to prasa przesadzała (exaggerate) z odbiorem słuchowiska, bo aby zdyskredytować radio, trwała wówczas nagonka na radio, jako rzetelne źródło informacji. A jak było naprawdę? Chyba nigdy się nie dowiemy.

Jak widać, wiara w miejskie legendy i fake newsy nie jest ani nowa, ani mało popularna. A może znacie jeszcze inne miejskie legendy związane z Anglią czy Stanami Zjednoczonymi? Podzielcie się nimi w komentarzach! Na zakończenie kilka słówek związanych z tym tematem. Pamiętajcie też, żeby przeczytać o miejskich legendach w innych krajach.

Vocabulary


fake news - nieprawdziwe informacje
post-truth - post-prawda
urban - miejski
urban legend - legenda miejska
creepy - straszne
factoid - faktoid, wymyślona informacja
lie - kłamać, kłamstwo
gossip - plotka, plotkować

Jeśli chcecie być na bieżąco z naszymi blogami - dołączajcie do grupy na Facebooku W 80 blogów dookoła świata. A jeśli z kolei sami macie bloga językowego lub kulturowego i chcielibyście należeć do naszej grupy, tworzącej super akcje, napiszcie do nas: blogi.jezykowe1@gmail.com
Pozostałe blogi, biorące udział w akcji:

Chiny:
Biały Mały Tajfun - Most Jiaosan
Irlandia:
W Krainie Deszczowców - Irlandzkie legendy miejskie
Japonia:
japonia-info.pl - Japońskie urban legends, cz. 3
Kirgistan:
Norwegia:
Norwegolozka.com – Tajemniczy gość z Północy
Rosja:
Szwajcaria:
Szwajcarskie Blabliblu - Szwajcarskie legendy miejskie
Szwecja:



piątek, 22 września 2017

DJ, MP3 i DVD, czyli skróty do nauki alfabetu

W środę przeprowadziłam ciekawą lekcję z uczniem klasy IV. Mają teraz akurat naukę alfabetu, czyli How do you spell your name? itd. Zauważyłam, że nauczenie alfabetu nie zawsze jest łatwe dla uczniów w tym wieku, ale pomogą na pewno skrótowce! Już tłumaczę, o co chodzi.


Lekcję warto zacząć od nauki piosenki ABC:


Dzieci w szkole podstawowej znają odpowiednio dużo skrótów typu DJ, PC i BBC, aby za pomocą tego, co już im znane poćwiczyć literowanie (ale mi się zrymowało) ;)

Ćwiczymy! Nauczyciel dyktuje skróty, dzieci piszą, a później omawiamy nieznane im skróty. Muszę przyznać, że dzieci nie znają wszystkich podanych przeze mnie skrótów, ale są one w tak zwanym "obiegu" i prędzej czy później dzieci się na nie natką. Zaskoczyło mnie na przykład, że uczniowie w tym wieku, nie wiedzą, czym jest CD (czy już się nie stosuje tych płyt?), ale znają np. FBI (z filmów). Natomiast PS to oczywiście Playstation, a nie żadne post scriptum ;) 

Podaję zaproponowane przez ze mnie skróty:
- DJ
- DVD
- CD
- FBI
- MP3
- MTV
- NSA
- NHL
- NBA
- EU
- TV
- PC
- ATM
- PS
- UN
- WWW
- BBC
- CNN
- USB
- DIY
- ID
- GMO

- PR
- SOS
- BC
- AD
- p.m.
- a.m
- e.g.
- MD
- BRB
- JFK
- BNB
- PSP
- USA
- UK
- SD

Umiecie rozszyfrować powyższe skrótowce? A może znacie jeszcze jakieś inne skróty? To dopiszcie proszę w komentarzu.

Skrót to po angielsku abbreviation, natomiast skrót do przejścia to shortcut.

A na koniec - ciekawa historia 6-letniego chłopczyka, który brał udział w Spelling Bee :) Spelling Bee to konkurs literowania dla dzieci.
Enjoy!


wtorek, 19 września 2017

Międzynarodowy Dzień mówienia jak Pirat - 19. września

Ahoj!
Dzisiaj, czyli 19. września obchodzimy Międzynarodowy Dzień mówienia jak Pirat, czyli International Talk Like a Pirate Day. Z tej okazji mam dla Was kilka propozycji muzycznych, książkowych oraz plastycznych. Przy okazji tego tematu można też powtórzyć słownictwo związane z zwierzątkami wodnymi.
Zaczynamy!

PIRATES


1. SONG: We are the pirates
Fajna piosenka na rozgrzewkę.




2. SONG: If you want to be a pirate
Ładna graficznie piosenka.


3. SONG: A Pirate Went to Sea
Przy okazji mamy czas Past Simple w bardzo prostej wersji.



4. SONG: A Sailor Went to Sea
Tym razem propozycja od Super Simple Songs.




5. SONG: Pirates say "AR"
Dobra piosenka na naukę wymowy!


6. SONG: You are a pirate!
To bardzo znana piosenka o piracie, można sobie też włączyć wersje 10-godzinną :D


7. SONG: Jack and the Never Land Pirates
Znacie tą bajkę? Dzieci ją uwielbiają :)



8. FILM: Pirates of the Carribean
Tak, legendarnego Jacka Sparrowa nie mogło  zabraknąć w moim pirackim zestawieniu. Starsze dzieci znają go bardzo dobrze. Ale uwaga! Zanim pokażecie na lekcji fragmenty, sami obejrzyjcie, czy przypadkiem Jack nie pije w tej scenie rumu ;)


9. ARTS & CRAFTS: Pirate paper hat
Robiliśmy kiedyś warsztaty o piratach i dzieci były zaskoczone, że tak łatwo z gazety można zrobić kapelusz pirata. Spróbujcie sami!


10. ARTS & CRAFTS: Origami boat
Całkiem podobnie do kapelusza można zrobić też łódkę z papieru.


11. BOOK: Sticker Pirates
To propozycja od Usborne. Zawiera ponad 150 naklejek.
Wiecie, że jestem reprezentantką, więc można u mnie kupić :)
Cena: 39 zł
Obejrzyj przykładowe strony: Sticker Pirates

12. BOOK: Pirates Wipe-and-clean Dot-to-dot
To również tytuł Usborne. Zawiera suchościeralny mazak, a strony są śliskie, więc można wielokrotnie po nich pisać. Piszemy proste słowa po śladzie oraz łączymy kropki. W sam raz do nauki pisania.
Cena: 28 zł

Obejrzyj przykładowe strony: Pirates

13. BOOK: Pirate Activities Wipe and clean
Podobno pozycja do powyższej, tylko w środku znajdziemy już troszkę trudniejsze ćwiczenia niż pisanie po śladzie. Labirynty, łączenie kropek, liczenie, znajdowanie różnic.
Cena: 28 zł

14. BOOK: Pirate Activity Book
Coś dla większych dzieci. Mamy tutaj ćwiczenia typu wykreślanki, krzyżówki, rebusy.
Cena: 45 zł

Zobacz przykładowe strony: Pirate Activity Book

15. BOOK: Pirate Things to make and do
Ciekawa propozycja dla dzieci, lubiących prace plastyczne. Dużo pomysłów na zrobienie pirackich rzeczy.
Cena: 34 zł 


UNDER THE SEA


1. SONG: Baby Shark
Jest kilka wersji tej piosenki, ale ta jest chyba najlepsza. Dzieci ja uwielbiają i chcą jej słuchać wciąż od nowa :)


2. SONG: A hole in the bottom of the sea
Dużo ciekawego słownictwa związanego z oceanem, dobre tempo śpiewania. Ta piosenka również przypada dzieciom do gustu :)


3. BOOK: 199 things under the sea
Dużo specjalistycznych nazw ryb i innych stworzeń morskich, a nawet nie wiem, jak nazywają się po po polsku. Polecam dla fascynatów :)
Cena: 34 zł

4. BOOK: Under the sea
Książeczka do czytania dla dzieci. Poziom: Beginners.
Cena: 34 zł

5. JIGSAW AND BOOK: Under the sea
A to jest nowość! Puzzle 100 elementów oraz książka z morskimi łamigłówkami.
Cena: 56 zł









6. GAME: Memo - Ocean
Gra memo od Czuczu. Kupiłam ją za własne pieniądze, chyba w Matrasie - a BTW Matras chyba bankrutuje  :(  - więc nie reklamuję tutaj w żaden sposób. Zazwyczaj gram z dziećmi nazywając poszczególne zwierzątka - turtle, starfish, octopus, fish, jellyfish, seahorse, crab, whale. Pytam też o kolory poszczególnych zwierzątek, na końcu liczymy pary itd. Chodzi o to, żeby jak najwięcej słownictwa używać w czasie gier (and now it's your turn) ;)


HAPPY TALK LIKE A PIRATE DAY!!!

A Wy jak obchodzicie ten dzień?

***

Ponieważ od niedawna mam zamiar pisać bloga regularnie, chciałabym również informować Was o tym, co nowego się u mnie dzieje :) Dlatego oprócz obserwowania mojej strony na fanpage'u Facebooka oraz Instagrama będę tutaj na blogu wspominać ciekawe wydarzenia. Ostatnio byłam na szkoleniu pani Katarzyny Niemiec Learn how to teach. Przygotowuję dłuższą recenzję, ale na chwilę obecną mogę powiedzieć, że bardzo polecam :) To było szkolenie zupełnie inne niż wszystkie. A jutro zapisuję się na szkolenie Marysi z Head Full of Ideas. Też polecam, bo pomysły Marysi znam już bardzo długo z jej bloga, a nie miałam jeszcze okazji być na jej szkoleniu.

piątek, 15 września 2017

Angielski online - 5 powodów dlaczego warto

W ostatnich latach obserwujemy boom na naukę angielskiego na Skypie i przez inne aplikacje internetowe. Dlaczego nauka w taki sposób staje się coraz bardziej popularna? Oto pięć podstawowych zalet.


1. Możesz podróżować

Może masz duszę podróżnika lub często wyjeżdżasz w delegację? A może chciałbyś uczyć się u nauczyciela, który ciągle podróżuje i może opowiedzieć Ci o życiu w Australii, Brazylii czy RPA? Wszędzie tam, gdzie jest internet, możesz uczyć się angielskiego online. Również wtedy, kiedy jesteś chory i nie możesz chodzić (broken leg) lub kaszlesz (cough) i nie chcesz zarazić swojego nauczyciela (niestety zdarza się). Ekran komputera chroni Ciebie i Twojego nauczyciela od nieumyślnej wymiany zarazków (germs).

2. Nie musisz sprzątać pokoju specjalnie przed lekcją

Czasem niestety tak jest, że gdy mamy lekcje u siebie w domu to nie mamy czasu pozamiatać (sweep), odkurzyć (do the vacuuming) i ogólnie posprzątać swojego mieszkania (clean your flat). Nic straconego, włączasz Skype'a i nie martwiąc się o nic po prostu zaczynasz cotygodniową lekcję. Nie chodzi o to, aby żyć w bałaganie (live in a mess), ale o to, że sprzątasz wtedy, kiedy masz na to czas, a nie dlatego, że zaraz masz lekcję angielskiego i po prostu trzeba ;) Jako wieloletni nauczyciel napiszę tylko, że wielokrotnie zdarzało mi się prowadzić lekcję w nieposprzątanych mieszkaniach lub pokojach. I ok. O ile mamy miejsce do nauki (a desk) to możemy się uczyć. Ale jeśli na wierzchu leży wyprana bielizna, albo niewyprane skarpetki to jest to trochę niewygodne.

3. Oszczędzasz czas na dojazdy

Mieszkam w Łodzi. Przez wiele lat dojeżdżałam do moich uczniów komunikacją miejską (public transport). Jak być może słyszeliście, według badań firmy TomTom Łódź jest jednym z najbardziej zakorkowanych miast. Autobusy i tramwaje stoją w korkach razem z samochodami. Ciągle są jakieś remonty (obecnie na Placu Wolności, Rondzie Solidarności i jeszcze kilku innych ulicach). I mimo że często stawałam na głowie, wychodziłam z domu dużo wcześniej to nie zawsze udało mi się uniknąć spóźnień. Moi uczniowie, którzy czasami dojeżdżali do mnie także mieli wypadki, utknęli w centrum miasta i wtedy musieliśmy odwołać lekcje. Również wypadki na drogach czy zła pogoda nasila korki (traffic jams). A nie zawsze miałam uczniów w odległości, którą mogłam pokonać pieszo (within a walking distance). Kolejny aspekt - w czasie, który spędzasz w trasie, jadąc na lekcje możesz po prostu zjeść obiad, powtórzyć słówka lub odpocząć.

4. Łatwiej znajdziesz dostępnego nauczyciela 

Zwłaszcza jeśli mieszkasz w małej miejscowości lub wszystkie terminy w okolicznych szkołach językowych są już zajęte, nie musisz ograniczać się w poszukiwaniu lektora do swojego miejsca zamieszkania. Może chciałbyś uczyć się u kogoś, kto obecnie przebywa w Stanach? A może chciałbyś uczyć się bladym świtem lub późno w nocy, bo tylko wtedy masz czas? Internet daje Ci niesamowite możliwości znalezienia nauczyciela, który co prawda będzie mieszkał daleko stąd i może nigdy nie spotkacie się na żywo, ale będzie wymarzonym nauczycielem, który będzie potrafił Cię zmotywować.

5. Łatwiej o systematyczność

Słyszałam już tysiące powodów, dlaczego lekcja nie powinna się dzisiaj odbyć. Bo pada. Bo zimno. Bo mam katar. Bo przyjeżdża do mnie rodzina. Bo nie mam samochodu i nie mogę dojechać. Bo autobus nie przyjechał. Wszystkie te wymówki (excuses) przestają mieć sens, gdy uczysz się przez skype. I owszem, czasami zdarza się, że nie mamy internetu, albo nawet prądu! Mamy ważną imprezę, albo leżymy plackiem z 40-stopniową gorączką. Ale jest to bardzo rzadka sytuacja. Dlatego uważam, że łatwiej o systematyczne lekcje, gdy jedyne, co musimy zrobić to włączyć Skype'a. Bo nie musimy wychodzić z domu, przedzierać się przez deszcze i śniegi, ani sprzątać w pokoju. Nie musimy nawet zakładać butów, bo nasza lekcja może odbywać się w kapciach = slippers (w niektórych regionach Polski zwanych: pantoflami). A wszyscy wiemy, że systematyczność jest podstawą nauki. Nie ma sensu mieć sporadycznych lekcji przy absolutnym braku kontaktu z językiem obcym, bo mózg bardzo szybko kasuje nieużywane informacje. Ale najtrudniej jest chyba zrobić pierwszy krok i umówić się na pierwszą lekcję. A później już z górki.  

P.S. 1: Jeśli chcesz zacząć swoje lekcje angielskiego na Skype - napisz do mnie.


Angielski przez Skype




P.S. 2: Jeśli natomiast interesujesz się książkami Usborne - zapraszam w niedzielę na kiermasz online. Zaczynamy o 16:00! Będzie dużo książek o Londynie i Wielkiej Brytanii :)
A ja dzisiaj i jutro będę z książkami na szkoleniu Learn how to teach w Łodzi. Kogo tam spotkam?

https://www.facebook.com/events/491551117871875
https://www.facebook.com/events/491551117871875


A Wy? Lubicie uczyć się przez internet? Napiszcie o tym w komentarzu :)

poniedziałek, 11 września 2017

Różnice między Polską a Anglią

 26. września obchodzimy Międzynarodowe Święto Języków. Jak pewnie wiecie, z tej okazji przez cały miesiąc trwa akcja blogerów kulturowo-językowych pod tytułem "III Miesiąc Języków".

Wszyscy piszą o podobieństwach między Polską a innymi krajami, albo o podobieństwach językowych. Ja natomiast opowiem Wam o sześciu różnicach pomiędzy Polską a Anglią. Jesteście ciekawi?

Pewnie myślicie, że będę pisać o tym, że w Anglii jeździ się po lewej stronie (powodzenia na rondzie = roundabout!, a Opel nazywa się Vauxhall, albo że montuje się 2 krany nad umywalką, a pralka jest w kuchni. Ale nie, już o tym pisałam.



1. Keep smiling!

Anglicy jakoś tak z natury więcej uśmiechają się do innych, co dla - Polaków - jest nienaturalne. U nas, gdy idziesz ulicą i uśmiechnie się do ciebie obcy człowiek - myślisz sobie, że albo jest pijany, albo jest wariatem. Nie macie tak? Ja zazwyczaj uśmiecham się do znajomych, ewentualnie do obcych - ale wyłącznie dzieci, jednak niestety już nawet dzieci nie są przyzwyczajone do uśmiechów i zazwyczaj bardzo się peszą. Jednak w Anglii wielokrotnie ktoś się do mnie uśmiechał, ktoś o 6:00 na spacerze z psem powiedział zwykłe "Morning!" Myślę, że taki zwykły uśmiech pomaga w zaufaniu obcym ludziom i sprawia, że czujemy się bezpieczniej w społeczeństwie. Byłabym za stopniowym wprowadzaniem tej zasady w Polsce! Kto jest ze mną?


2. Urzędy

Urzędnicy są mili, przyjaźni i pomocni. Są nastawieni na to, aby pomóc obywatelowi. Brzmi jak bajka? Tak właśnie jest w Anglii. Mimo że w Polsce dużo się zmienia na lepsze, to nadal często załatwienie sprawy w polskim urzędzie powinno być poprzedzone wypiciem pół litra melisy na uspokojenie. Wiadomo - "nie da się", "proszę przyjść później", "proszę wypełnić formularz i czekać", "proszę iść do innego pokoju". I ta powszechna nieufność, podejrzliwość wobec obywatela, bo wiadomo, że Polak zawsze kombinuje i trzeba go sto razy sprawdzić. Błędne koło (vicious circle). W Anglii z kolei urzędnik zawsze pomoże, dopyta, wysłucha. On po prostu chce, aby sprawa była załatwiona, wie, że za to mu płacą. Możemy to wprowadzić u nas?

3. Mają królową

Wielka Brytania, a właściwie Zjednoczone Królestwo, nie ma prezydenta, lecz królową. Na pytanie moich uczniów "dlaczego Polska nie ma króla?" jakoś nie potrafię odpowiedź. Można ktoś, znający bardziej naszą historię mógłby mi to przybliżyć. Natomiast królowa angielska pełni raczej funkcję reprezentacyjną. Owszem, co tydzień spotyka się z panią premier (obecnie Theresa May) i omawia ważne państwowe sprawy, ale to parlament decyduje o wszystkim. Co jakiś czas w Anglii wybucha debata, czy warto nadal utrzymywać monarchię z podatków obywateli, ale miłe wydarzenia, typu narodziny kolejnego "royal baby" z pewnością ocieplają wizerunek rodziny królewskiej, a także nakręcają gospodarkę. Bo turyści chcą płacić za gadżety z wizerunkiem Williama i Kate na breloczkach, poduszkach, a nawet na... opakowaniu prezerwatyw (true story). (UWAGA! Preservative po angielsku to nie prezerwatywa, tylko konserwant, często piszą na margarynach: NO PRESERVATIVES. Jeśli z kolei chcemy kupić prezerwatywy w Anglii to powiemy: One packet of condoms, please. Więcej o false friends znajdziecie u Oli, również we wpisie w ramach III Miesiąca Języków: Fart, but, jest, brat - słowa polskie czy angielskie? oraz tutaj: 7 sposobów na uczenie false friends). Tutaj zdjęcie margaryny angielskiej, znajdziecie fragment o prezerwatywach? ;)


 

4. Mogą przechodzić na czerwonym świetle

A nie to, co my. Ja np. jakiś czas temu dostałam mandat za to, że nic nie jechało i sama autonomiczną podjęłam decyzję, że przechodzę na własne ryzyko przez pustą drogę, a nie będę czekać i marznąć na czerwonym świetle (poza tym padał wtedy śnieg z deszczem, było mi zimno i mokro). No i niestety, na horyzoncie pojawiło się auto policyjne :) Natomiast w Anglii naturalne jest, że idzie się na czerwonym, w momencie, gdy auta się zatrzymają, bo również mają czerwone, albo gdy po prostu nie ma żadnych aut na drodze. Jest to legalne i można to robić w obecności policjanta. Takie mam wspomnienie z wycieczki do Londynu z zeszłego roku (o wycieczce pisałam tutaj: część 1 i część 2). Jeśli natomiast nie ma żadnych świateł, a tylko pasy (zebra crossing) to auto ma obowiązek zatrzymać się przed pasami i przepuścić czekającego pieszego. Przejście przez jezdnię, gdy jest to niedozwolone po angielsku nazywa się jaywalking. Jeśli chcecie poczytać o regulacjach dotyczących przechodzenia przez drogę (cross the street) w UK, zerknijcie tutaj: Jaywalking: UK.

5. Mają charity shops

Myślałam o innych różnicach, ale zrezygnowałam z nich. Dlatego napiszę jeszcze o charity shops - czyli swego rodzaju second-handach, w których znajdziemy niemal wszystko, od ciuchów, używanych książek, gier planszowych i komputerowych za 1 funta, płyt, filmów, mebli, bibelotów itd. Uwielbiam te sklepiki i zawsze zostawiam tam majątek na książki. Można tam znaleźć prawdziwe perełki. Charity shops zazwyczaj zawdzięczają swoją nazwę danej organizacji charytatywnej, np. Oxfam. Często pracują tam wolontariusze, którzy po prostu chcą przebywać z innymi ludźmi, dlatego nierzadko za ladą spotkamy tam emerytów (retired people) lub studentów (students). Dochód ze sprzedaży przeznaczony jest na daną fundację. Lubicie te sklepiki?

 

6. Języki polski i angielski

Czym różni się, a w czym jest podobny język angielski i język polski? Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym? Zarówno język angielski, jak i język polski należy do rodziny języków indoeuropejskich. Z tym, że język polski należy do języków słowiańskich, a język angielski do germańskich. Język polski to język fleksyjny (inaczej syntetyczny) - odmieniamy bowiem czasowniki (koniugacja) i rzeczowniki (deklinacja). W języku angielskim z kolei nie mamy odmian czasowników (z małymi wyjątkami), ani rzeczowników i dlatego jest to tzw. język izolujący. Jeśli chcecie poczytać coś więcej o klasyfikacji języków - odsyłam tutaj: Wikipedia: Kryterium morfologiczne. Podsumowując, gramatyka angielska jest znacznie łatwiejsza niż gramatyka polska - mimo że w angielskim mamy 12 czasów gramatycznych. Zgadzacie się?



Przeczytajcie pozostałe wpisy na temat różnic między krajami i językami. Nasza akcja trwa do 30. września i codziennie o 10:00 pojawiają się nowe wpisy! Aby być na bieżąco z wpisami naszych blogerów językowo-kulturowych dołączcie do wydarzenia na Facebooku!

A czy czytaliście już wczorajszy wpis o podobieństwach niemiecko-polskich? Znajdziecie go tutaj: Podobieństwa niemiecko-polskie

Natomiast jutro o 10:00 zajrzyjcie na bloga Hiszpański dla Polaków i Polskie gadanie, szwedzkie rzeczy.


Tutaj znajdziecie zapowiedź i linki do wszystkich blogów, biorących udział w III Miesiącu Języków 

Sponsorem naszej tegorocznej akcji jest serwis bab.la



Warto przypomnieć sobie również moje poprzednie wpisy w ramach akcji Miesiąca Języków:
World Peace Day
Angielski vs. francuski
Jak to jest z tymi akcentami w języku angielskim
Przypomnę jeszcze mój wpis z 10 poradami dla turysty, jadącego pierwszy raz do Anglii

P.S. Zostawcie proszę komentarz pod tym postem, bo jak to mówi się w blogosferze - za każdym razem, gdy czytasz bloga i nie zostawiasz po sobie śladu, umiera jedna sówka ;)


wtorek, 5 września 2017

Kiermasz USBORNE na początek roku szkolnego

Jak powitaliście nowy rok szkolny? Z uśmiechem na twarzy czy z grymasem? Bo ja z uśmiechem. Mimo że wakacje są stanowczo za krótkie, chociaż w te wakacje bardzo dużo odpoczywałam, a jednak również łączyłam to z nauką i obowiązkami, to cieszę się, że jest już wrzesień i pełna zapału mogę wracać do nowych wyzwań. W tym roku szkolnym chcę wprowadzić wiele zmian, chcę uczyć, ale tylko przez Skype (ruszyły zapisy), chcę też skupić się bardziej na sprzedaży książek Usborne podczas kiermaszów i różnych imprez, a także poświęcić czas na pogłębianie moich wiedzy i rozwijanie umiejętności na różnych szkoleniach.

Cały czas działam w Łodzi, jeśli chcielibyście zorganizować tutaj kiermasz we własnej placówce lub zakupić książki - zgłaszajcie się. A może sami chcielibyście sprzedawać książki Usborne i kupować je po promocyjnych cenach, wraz z dostępem do wszelkich nowości, promocji i bonusów? Jeśli tak - napiszcie do mnie lub zadzwońcie (nr tel. 660-328-138, ale uwaga, czasami nie mogę odebrać).

Już w czwartek organizuję kiermasz książek Usborne, aby zaopatrzyć się na nowy rok szkolny. Wysyłka pocztą polską. Dołączajcie!



https://www.facebook.com/events/358712391225138/ 

Póki co pogoda nie zachęca, aby przejść się na zakupy - może zatem warto posiedzieć w domu i kupić kolorowe książeczki?

Napiszę jeszcze listę, gdzie na pewno będę w najbliższych miesiącach:

- Szkolenie Learn how to teach - 15-16.września, Łódź
- Salon Ciekawej Książki - 24-26. listopada, Łódź
- Szkolenie Marysi z Head Full of Ideas - 9. grudnia, Łódź

To jak? Widzimy się w realu czy online? :)

piątek, 25 sierpnia 2017

Angielskie przekleństwa

Dzisiaj trafił nam się trudny temat, a mianowicie "Przekleństwa w języku angielskim". To już #41 edycja akcji blogerów językowo-kulturowych, aby śledzić nasze wpisy zapraszamy do grupy na FB: W 80 blogów dookoła świata. Trudno, blogerzy wybrali (ach, ci blogerzy!), trzeba coś napisać. Myślicie, że w angielskim jest tylko "fuck"? Otóż nie! Zaraz poznacie pozostałe przekleństwa, ale nie mówcie nikomu, że ja Was tego nauczyłam ;)

 
Zaczynamy od FUCK!
Fuck jest mniej więcej tak pojemne, jak najpopularniejsze polskie przekleństwo, znane również poza granicami naszego pięknego kraju. Słowacy mówili, że też je mają i używają, w rozmowach z innymi nacjami okazuje się, że jest to jedno z pierwszych (jak nie po prostu pierwsze) skojarzenie z Polską. Nic, tylko pękać z dumy ;) Ale... do rzeczy.

Fuck jest zarówno rzeczownikiem, jak i czasownikiem, a przy dodaniu końcówki -ing lub -ed powstaje nam przymiotnik (pamiętacie zasady tworzenia przymiotników?)!

Jak donosi Słownik Cambridge FUCK wyraża również nadmierne zdenerwowanie. Można np. powiedzieć: Shut the fuck up! Ale gdy się zdenerwujecie, nie mówcie tak do szefa!

Gest FUCK YOU  pokazywany środkowym palcem (middle finger) jest dość znanym gestem nawet wśród polskich dzieci. Ostatnio, przy okazji wpisu o alkoholach, pisałam również, że w Anglii równie obraźliwy jest gest pokazany dwoma palcami wierzchnią stroną dłoni. Oznacza mniej więcej to samo.

Kolejne wyrażenie to: FUCK AROUND lub FUCK ABOUT  (v) - jak opisuje Słownik Cambridge - jest to nierozsądne zachowywanie się lub marnowanie czasu. Stop fucking around! Prawda, że piękne wyrażenie?

Jest jeszcze wyrażenie FUCK UP, w korpomowie często zwane fakapem. Określamy tak najczęściej niemiłą sytuację, jakiś duży problem.

Natomiast I don't give a fuck! oznacza, że coś olewam. Eminem na przykład nagrał o tym piosenkę: YT: Eminem - Just don't give a fuck
Jakiś czas temu na Instagrama wrzucałam zdjęcie książki, której polski tytuł brzmi "Magia olewania", a po angielsku jest to: "The life-changing magic of not giving a f*ck". Uwielbiam te przekłady! ;)
W lżejszej wersji możemy powiedzieć: I don't give a damn.

Ok, ale nie samym FUCKiem człowiek żyje. Jest na przykład jeszcze tylna część ciała.
Tutaj mamy do wyboru: ass oraz arse. Jak chcemy kogoś brzydko nazwać to możemy powiedzieć: you asshole! albo you arsehole!, ale znowu - nie szefa! Jeśli z kolei idziemy do lekarza i chcemy powiedzieć, że d... nas boli - używamy medycznego terminu, pochodzącego z łaciny: anus /ˈeɪ.nəs/. Pain in the ass - to ktoś przeszkadzający, irytujący, taki wrzód na d...

Jest jeszcze słowo bum, bottom oraz butt. Słowem bum można też nazwać człowieka, który sobie nie radzi w życiu. Bottom z kolei to również dno, spód czegoś. Kolejne słowo: booty, również oznaczające tylną część ciała. Pamiętacie piosenkę YT: Beyoncé - Bootylicious? Ona wymyśliła to słowo i wówczas pojawiło się ono w słownikach. Bootylicious oznacza mniej więcej atrakcyjną seksualnie osobę.

Skoro już zabłądziliśmy w te rejony to może od razu warto wspomnieć, co można tą częścią ciała robić. Oczywiście - siedzieć (to sit), ale też to poo lub też to do a poo. W American English częściej używa się z kolei to poop. Jest to wyrażenie potoczne, raczej powiemy tak do dziecka, ewentualnie do bliskiego kolegi (jeśli lubicie z nim o tym gadać). Przy okazji - piękny idiom: be caught short lub be taken short - mówimy tak, gdy kogoś przyciśnie (tak to się mówi?) ;) Call of nature - zew natury to kolejny idiom w tym temacie. I'm pooped natomiast to potoczne powiedzenie, że jest się bardzo zmęczonym.

Oh, shit! Jest jeszcze shit! Tutaj wymowa jest bardzo ważna - bo Polacy często nie odróżniają w języku angielskim /ɪ/ od /iː/. To pierwsze /ɪ/to krótkie i, wpadające jednak w y. Natomiast to drugie /iː/ to długie, miękkie iiiii. Widać to szczególnie w tej parze słów: shit - sheet (prześcieradło, arkusz, kartka). Jeśli mówimy o prześcieradle wypowiadając słowo twardo, jak w shit to wyjdzie nam podobne faux pas, jak w tym sucharze, gdy lokaj, który nie wymawia "r" mówi do pana: "Panie, posłałem łóżko". Tak że, uważajcie!

Podobny przypadek z wymową występuje w parze słów beach - bitch. I znowu: beach wymawiamy przez długie iiii /iː/, natomiast bitch twardo, prawie jak y /ɪ/.

Shit ma wiele znaczeń. Są to przede wszystkim ekstrementy, ale również słowo używane jest jako czasownik. The shits z kolei to inaczej diarrhoea (biegunka). A load of shit lub bullshit to "bzdury" ;) Shit to może być również rodzaj krytyki czy złe traktowanie. No shit! to coś w stylu: "nie gadaj!" He's got shit for brains - oznacza, że on jest nad wyraz głupi ;)

Tutaj Arlena Witt opowiada o różnicy pomiędzy bitch a beach oraz shit a sheet: YouTube: Mówiąc Inaczej

A na koniec - jak w ogóle powiedzieć, że przeklinamy? Czasownik swear to zarówno przysięgać, jak i przeklinać. Wczoraj na Netflixie skończyłam oglądać Anię z Zielonego Wzgórza (polecam!) i tam właśnie podczas pierwszej rozmowy Ani z Dianą, Ania chce, żeby przysięgły sobie przyjaźń na wieki. W tym celu używa słowa swear. Diana peszy się i mówi, że swearing is bad. Tak, przeklinanie jest złe, ale przysięgać można ;) Swear to czasownik nieregularny, odmieniamy go tak: swore - sworn. Jeśli chcemy powiedzieć, że ktoś bardzo często przeklina, użyjemy: swear like a trooper. Inaczej przekleństwa możemy określić jako: swear words lub bad words, bad language.

Pisząc ten artykuł, pamiętałam o kabarecie w wykonaniu Macieja Stuhra: Terefere i starałam się używać niezbyt wielu przekleństw :D

Przeczytajcie, co takiego napisali moi koledzy (a w większości jednak - koleżanki) po fachu na temat przekleństw w innych językach. I pamiętajcie, żeby zostawić komentarz! :)

Austria:

Brazylia / portugalski:


Chiny:
Biały Mały Tajfun - Chińskie przekleństwa

Dania:

Finlandia:

Francja:
Demain,viens avec tes parents! - Czy Francuzi potrafią przeklinać?

Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym - Jak (nie)przeklinać po gruzińsku

Hiszpania:
Hiszpański dla Polaków - Zagadka hiszpańskich przekleństw

Irlandia:
W krainie deszczowców - Przeklinać jak Irlandczyk

Kirgistan:

Niemcy:

Niemiecki w Domu - Przekleństwa po niemiecku

Norwegia:
Norwegolożka Jak przeklinają Norwegowie?

Polska:

Rosja:
Dagatlumaczy.pl - “Blok ekipa” po rosyjsku

Szwecja:

Turcja:

Do zblogowania!