piątek, 2 grudnia 2016

Blogowanie pod jemiołą 2016

Christmas - flashcards, przemówienie królowej i konkursy

Dzisiaj zgodnie z harmonogramem akcji "Blogowanie pod Jemiołą" zapraszam Was na świąteczny wpis u mnie. Przygotowałam 11 kart obrazkowych o tematyce Christmas, bo myślę, że przydadzą nam się na grudniowych lekcjach. Ja wydrukowałam je sobie jako 2 strony na jednej i zalaminowałam :)



Karty zawierają takie oto słowa:
- Merry Christmas
-  gingerbread man
- snowman
- present
- holly
- Christmas tree
- bauble
- bells
- Santa Claus
- stocking
- reindeer

Aby ściągnąć cały plik z 11 słówkami - kliknijcie w obrazek. Dajcie znać w komentarzach, czy wszystko ok. Napiszcie też, jakich słówek uczycie przed Świętami :)


https://drive.google.com/file/d/0B8-jH_quLFAvT0F2ZFF5bGNIeVk/view?usp=sharing
Kliknij w obrazek, aby pobrać karty obrazkowe

Ja dodatkowo uczę jeszcze: crackers, sleigh, angel, mistletoe itd. Może też powinnam zrobić dodatkowe karty obrazkowe, jak myślicie?

Przemówienie Królowej!
Pod koniec października Netflix wypuścił pierwszy sezon niesamowitego serialu własnej produkcji. Nazywa się The Crown - Korona i opowiada o czasach, gdy Elżbieta II została królową Zjednoczonego Królestwa i o początkach jej rządów. W tym czasie premierem był Winston Churchill. Serial polecam z całego serca, można przy okazji poznać wiele historycznych faktów, takich jak kilkudniowy smog w Londynie w 1952 roku, w wyniku czego zmarło kilka tysięcy ludzi. Ale dlaczego wspominam o królowej przy okazji świątecznej akcji?



Otóż co roku od 1957 BBC transmituje (to broadcast) świąteczne orędzie do narodu. Obejrzycie proszę pierwsze:



oraz przemówienie z minionego roku, m.in. na temat tradycji strojenia choinki i 70. rocznicy zakończenia wojny. Przemówienia można wykorzystać na lekcji.




Konkurs!
Z okazji Świąt proponuję konkurs, w którym można wygrać świąteczną nagrodę książkową.
Waszym zadaniem będzie stworzenie ładnej grafiki z życzeniami w języku angielskim. W konkursie mogą brać udział wyłącznie grafiki własnego autorstwa, a nie ściągnięte z internetu :)

Nagroda:


Regulamin konkursu:
1. Zapraszam do polubienia mojego  fanpage'a na Facebooku.
2. Zadaniem konkursowym jest stworzenie świątecznej grafiki z życzeniami w języku angielskim i  wysłanie jej na mój adres e-mail: ioreta@gazeta.pl (pliki: jpg, png, doc, docx, pdf). Wszystkie grafiki zostaną opublikowane.
3. Organizatorem konkursu i fundatorem nagród jest autorka niniejszego bloga.
4. Konkurs trwa od dzisiaj (2. grudnia) do piątku 23. grudnia do godziny 23:59.
5. Nagroda zostanie przyznana przez organizatorkę konkursu.
6. Nagroda książkowa to: Christmas around the world wszystkie książki wydane przez wydawnictwo Usborne.
7. Nagroda zostanie wysłana po 26. grudnia 2016 roku na adres wskazany przez zwycięzcę.

Good luck and have fun!

Blogowanie pod Jemiołą 2016 i kolejny konkurs!
Tutaj pozostałe wpisy w ramach akcji Blogowanie pod jemiołą 2016 - pamiętajcie, że jeszcze nie wszystkie działają, bo to dopiero początek tej wyjątkowej akcji :) Poza tym - linki z naszego kalendarza działają tylko na komputerze, na komórce nie będą działać ;) Koniecznie zajrzyjcie do Marysi, która rozpoczynając wczoraj nasza blogową akcję, wyjawiła nam tajemnicę :) A jutro wpadnijcie do Agnieszki :)

Jako blogerzy przygotowaliśmy też dla Was specjalny konkurs świąteczny, w którym można wygrać voucher do Empiku na 240 zł! Sama chciałabym taki dostać. Więcej info znajdziecie tutaj:  Konkurs "Blogowanie pod Jemiołą"

P.S. I proszę, proszę o komentarze, bo w blogosferze, kiedy czytasz, a nie zostawiasz śladu, umiera jedna sówka. A w grudniu... jeden elf Mikołaja :P

Merry Christmas!!!

Image Map Image Map

czwartek, 3 listopada 2016

Blogowanie pod Jemiołą 2016 - wielka zapowiedź

Mój wpis w ramach tegorocznej akcji "Blogowanie pod Jemiołą" pojawi się już 2. grudnia, tak że bądźcie czujni :) Zobaczcie tymczasem cały kalendarz planowanych wpisów w ramach akcji "Blogowanie pod Jemiołą". Ale uwaga, nie znajdziecie tam jeszcze naszych wpisów. Musicie poczekać do grudnia i otwierać nasze blogi niczym kalendarz adwentowy, z tym, że zamiast czekoladek znajdziecie tam... niesamowity post o świętach. A na koniec... konkurs. Będzie się działo!


Image Map Image Map

środa, 2 listopada 2016

Halloween 2016 - pomysły na lekcje

Wahałam się, czy dzisiaj jeszcze publikować ten wpis o Halloween, bo wcześniej nie miałam czasu, aby go doszlifować, ale stwierdziłam, że przecież na blogu nie zginie i lepiej późno niż wcale ;) Można przecież tutaj zajrzeć w przyszłym roku, a może nawet za sto lat, a jak znam nauczycieli to są w stanie kolekcjonować materiały Halloweenowe "na zaś" nawet około Wielkanocy :P A zatem! Zaczynamy!



Nie wiem, czy znacie już mój zeszłoroczny post z pomysłami, o tutaj i jeszcze z roku poprzedniego, tutaj.

1. Exercises
Przypomnę jeszcze raz moje autorskie ćwiczenia do pobrania:
- Vocabulary Match
- Mummy
- My Flashcards

2. Songs
Jeśli piosenki to oczywiście wszystkie od Super Simple Songs. Tutaj macie je wszystkie:
Super Simple Songs - Halloween Songs
i tutaj: Knock, Knock and other Halloween Songs
Do tego na stronie Super Simple Learning macie również karty obrazkowe i ćwiczenia do pobrania :)

3. Books and cards
A na koniec - to, co najciekawsze i to, czym się ostatnio zajmuje. Czyli propozycje z Wydawnictwa Usborne :)

*  Spooky Stencil Cards
To jest po prostu hit! Zrobiłam z tymi kartami kilka Halloweenowych lekcji z kilkoma moimi uczniami. Najmłodsi odrysowywali kształty na kolorowym papierze i wycinaliśmy je (ja musiałam wycinać te trudniejsze kształty, hehe). Później wycięte kształty można nakleić na kartki i zrobić ręcznie karty obrazkowe. Można w ciemności (spooky!) odgadywać kształty, jedynie przez dotykanie kart. Oczywiście zabawa z latarką i cieniami na ścianie (scary!) to must! Do tego można wprowadzić elementy CLIL i tłumaczyć, że czym bliżej źródła światła tym większy kształt (physics!). Wszystkie karty wykonane są z grubej tektury, nie zniszczą się przy przekładaniu i odrysowywaniu.
Podczas wielu zabaw z tymi kartami można nauczyć się takich oto słów:
cauldron, potions, ghost, spider, moon, stars, rat, cat, castle, broom, hat, vampire, owl, witch, bat, tree, wolf, pumpkin.
Jak widzicie, mimo że kart jest tylko 16, mamy więcej słów, bo na niektórych kartach znajdują się po dwa kształty.









* Stories of Ghosts
Fajna książeczka do czytania. Dostępna jest wersja z płytą lub bez. Książka z serii Young Reading 1.




* Stories of Witches 
Podobnie jak książka o duchach, przyda się do czytania dla dzieci w wieku 10-13 lat. Mamy tutaj np. Past Simple, trochę nowego słownictwa. Można oczywiście czytać też mniejszym dzieciom. Wersja z płytą lub bez. Książka z serii Young Reading 1.



* Pop-Up Haunted House
Mega fajna książka. Jak wszystkie z serii pop-up, również i ta książka zawiera niesamowite otwierające się obrazki, drzwi, latające nietoperze i koty w środku. Każda nowa strona to niespodzianka. Aż strach odwrócić stronę (turn the page)!






* Big Book of Big Monsters
Duża książka z tekturkowymi stronami, a do tego niektóre z nich są rozkładane. Przeczytamy w niej o niesamowitych potworach, takich jak smoki (bazyliszek, smok chiński), Sfinks, Minotaur, potwór z Loch Ness, kelpie, syreny, kraken, Scylla, Grendel, Atlas, gobliny, trolle, cerber, wilkołaki, chupacabra, chimera, wiwerna, wspomniano nawet o św. Jerzym, który zabił smoka. Jak widzicie, jest to zbiór, a wręcz atlas potworów z legend i mitów z całego świata. Poza tym, ładne, żywe rysunki i ciekawe, krótkie opisy.



* Monster Activity Pack
Ten zestaw zawiera aż 4 książeczki, dla dzieci w wieku 8-10 lat. Jest to Monster Colouring Book, Monster Activity Book, Monster Sticker Book oraz Monster Stickers. Dużo ciekawych ćwiczeń, rozwijających nie tylko słownictwo, a do tego naklejki. Książki można też wykorzystać w klasie z większą grupą po skserowaniu wybranych ćwiczeń.













* 50 Spooky things to make and do
 Aż 50 dwustronnych kart z propozycjami na prace plastyczne i potrawy na Halloween. Karty są tekturkowe, więc szybko się nie zniszczą. Sprawdźcie sami!





* Spooky Colouring & Activity Book
Książka z Halloweenowymi kolorowankami i ćwiczeniami. W środku wygląda tak:







To tylko wybrane propozycje na Halloween. Więcej znajdziecie w cenniku poniżej.

A na koniec pokażę Wam nowy mural w Łodzi.
He looks a bit like a zombie, doesn't he?


Propozycji na Halloween jest sporo. Tutaj znajdziecie cennik na Halloween:

https://drive.google.com/file/d/0B8-jH_quLFAva3pHNGJ2SXhkcnM/view?usp=sharing


A tutaj znajdziecie cennik wraz z nowościami na Christmas (pewnie niedługo napiszę coś o materiałach na święta):

https://drive.google.com/file/d/0B8-jH_quLFAvMFVyX0FPblNvbGs/view


Można zamawiać (mailowo i telefonicznie).
Namiary: tel. 660-328-138, chociaż pewnie lepiej napisać e-maila, bo telefon nie zawsze mogę odebrać :) ioreta (at) gazeta.pl

Przy okazji - jeśli tak, jak ja kochacie książki Usborne to zacznijcie je sprzedawać :) Buduję właśnie zespół reprezentantów. Można sprzedawać je na targach, kiermaszach, współpracować ze szkołami, przedszkolami, szkołami językowymi, sprzedawać swoim uczniom, znajomym, rodzinie, budować fanpage, albo po prostu mieć w swoim domu lub szkole językowej. Możliwości jest wiele, a wszystko zależy od Was :) Zgłoście się do mnie, a chętnie udzielę Wam wszelkich informacji :)

So, Happy Halloween (next year)!

wtorek, 25 października 2016

100 lat temu w Anglii

100 lat temu w Anglii John Ronald Reuel Tolkien wziął ślub z Edith Bratt. Historia ich miłości była inspiracją dla tragicznej opowieści o Berenie i Luthien, opisanej w Silmarillionie. Spotkali się, gdy Tolkien miał 16 lat, a ona była 3 lata od niego starsza. Jednak jego opiekun odkrył ich znajomość i zakazał spotykać się z Edith, a także korespondować z nią, aż on uzyska pełnoletniość (czyli 21 lat).



100 lat temu na świecie panowała również I wojna światowa. Dla Anglii była to najtrudniejsza z wojen, gdyż zginęło w niej najwięcej żołnierzy. Dlatego ta wojna nazywana jest do dzisiaj The Great War. Tolkien miał wtedy 24 lata. W 1915 roku, po zdanych egzaminach, Tolkien został wcielony do wojska. Był już po ślubie z Edith, jednak czekała ich rozłąka. 5. czerwca 1916 roku cały oddział został przetransportowany do Calais. Tak, tego Calais. Miejsca, gdzie wczoraj Dżungla z uchodźcami została zlikwidowana i spalona. Byłam kiedyś w Calais. Wysiadałam tam z promu. Ale to było dawno, wtedy nie było jeszcze Dżungli.

Czekając na dalsze rozkazy Tolkien napisał poemat "The Lonely Isle", wspominając m.in. białe klify Anglii.

Batalion Tolkiena przeniósł się do Sommy, gdzie od lipca do listopada 1916 roku trwała bitwa pod Sommą. Jednak Tolkien zapadł na gorączkę okopową (trench fever), wówczas powszechną chorobę wśród żołnierzy, przenoszoną przez wszy (lice). Dzięki temu wrócił do Anglii. Jego batalion został niemal kompletnie zmieciony w tym czasie. Wielu jego kolegów z lat szkolnych zginęło.

Tolkien wyzdrowiał, urodziły im się dzieci. Napisał Hobbita, a później Władcę Pierścieni. Wykreował cały świat Śródziemia, wraz z jego kulturą, językiem, historią. Pisanie książki przeciągnęło się przez II wojną światową. Tak sobie myślę, że gdyby Tolkien zginął tam wtedy, pod Sommą, od niemieckiego pocisku, świat nie ujrzałby wielkiego dzieła o hobbitach... Tolkien wielokrotnie dementował, że Wielka Wojna opisana we Władcy Pierścieni nie była inspirowana ówczesnymi wydarzeniami w Europie.

A na koniec... 2 lata temu, gdy byłam w Anglii na premierze Hobbita, przed seansem zobaczyłam reklamę (w kinie zawsze najbardziej lubię reklamy i zwiastuny przed filmem) ;) Łzy stanęły mi w oczach. Nadal gdy oglądam ten filmik wzruszam się. Zobaczcie sami. Historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, co prawda nie sprzed 100 lat, ale już 102 lat. Opowiada o niezwykłym spotkaniu na terenie No man's land (ziemi niczyjej)...


Dzisiejszy wpis pojawił się z okazji kolejnej akcji Blogów kulturowo-językowych. Jeśli jako blogerzy chcecie do nas dołączyć to piszcie tutaj: blogi.jezykowe1@gmail.com Jeśli natomiast chcecie być na bieżąco z naszymi wpisami, zapraszamy do naszej grupy na Facebooku

Zapraszam również do polubienia mojego fanpage'a, zbliżamy się do 500 fanów, a wówczas zorganizuję tam konkurs :)

Wpadajcie również na inne blogi i dowiedzcie się, co wydarzyło się w innych krajach 100 lat temu:

Austria:
Viennese breakfast - 100 lat temu – ostatnia cesarzowa Austrii

Chiny:
Biały Mały Tajfun - Sto lat temu w Yunnanie - http://baixiaotai.blogspot.com/2016/10/sto-lat-temu-w-yunnanie.html

Francja:
Français mon amour - 100 lat temu czyli opowiadamy o przeszłości
Madou en France - Belle Époque, czyli piękne czasy Francji

Kirgistan:
Kirgiski.pl - Kirgiskie powstanie 1916 r. i Ürkün – część I

Enesaj.pl - Ürkün: opowieść kirgiskiego repatrianta

Niemcy:

Niemiecki w Domu : 100 lat temu w Niemczech:

Niemiecki po ludzku: 1916 w Niemczech

Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym- 100 lat temu w Turcji: zabawa czasem

Włochy:
Studia, parla, ama  “W 80 blogów dookoła świata - 100 lat temu” http://studiaparlaama.pl/80-blogow-dookola-swiata-100-temu/


piątek, 14 października 2016

Dzień Nauczyciela 2016

Dzisiaj z okazji Dnia Nauczyciela wspaniała grupa Blogów językowo-kulturowych, do której mam zaszczyt należeć, organizuje akcję pisania o swoich nauczycielach języka obcego. Takich nauczycieli, których dobrze wspominamy i którzy wpłynęli na nasze życie, którzy sprawili, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. W zeszłym roku pisałam o 7 powodach, dlaczego uwielbiam być nauczycielką. Natomiast dzisiaj opowiem Wam o moich nauczycielach angielskiego i o tym, jak to się stało, że postanowiłam studiować filologię angielską i jak to się stało, że zaczęłam uczyć. A później zapraszam Was do odwiedzenia innych blogów, biorących udział w akcji.



Zaczęłam uczyć się angielskiego w wieku 10 lat, w V klasie, co na dzisiejsze standardy wydaje się bardzo późnym wiekiem. Ale takie to właśnie były czasy, angielskiego nie było ani w przedszkolu, ale w klasach początkowych szkoły podstawowej. Angielskiego mieliśmy niewiele, chyba 2 lekcje w tygodniu. Uczyła mnie pani Rauk, a książkę, którą mieliśmy to Flying Start, wydawnictwa Longman (z takimi ptaszkami na okładce). Uczyliśmy się podstaw gramatyki, słownictwa, pamiętam różne rysunki w zeszycie do angielskiego (to był zeszyt w formacie A4, pamiętam go bardzo dokładnie). Pamiętam, że pani Rauk była wymagająca, a ja miałam u niej piątkę ;) Uczyła nas też różnych piosenek, pamiętam, że były to m.in. Clementine i Blowin' in the wind (a tak przy okazji, wczoraj Bob Dylan otrzymał literackiego Nobla!) ;) Pisaliśmy całe teksty do zeszytu i śpiewaliśmy. Pamiętam, jak przy okazji dowiadywałam się różnych ciekawostek o języku angielskiego. Mimo że mieliśmy niewiele angielskiego to jednak poznałam pewne podstawy.

Później nadeszła reforma, byłam królikiem doświadczalnym i w ciągu jednych wakacji podzielono nam podstawówkę na pół i zrobiono gimnazjum. Tutaj dostałam nową wychowawczynię, którą była nauczycielka angielskiego, pani Małgosia. Pamiętam, że mieliśmy Snapshota, ale i tak większość lekcji schodziło na opowieściach różnych, typu o życiu lub sprawach wychowawczych (przynajmniej tak to pamiętam). Wydaje mi się, że mniej więcej w tym czasie po raz pierwszy przeszło mi przez myśl, że mogłabym studiować filologię angielską, choć nie pamiętam dokładnie takiej myśli.

A później poszłam do liceum. Mieliśmy tam panią Melanię (pseudonim), kobietą bardzo mądrą i wymagającą. Naprawdę wiele mnie nauczyła. Mieliśmy 5 godzin angielskiego w tygodniu, przygotowywaliśmy się do matury rozszerzonej, tłukliśmy najprzeróżniejsze rzeczy. Uczyliśmy się z ponadczasowego Enterprise'a (niebieski, a później zielony), książki, którą nadal mam, lubię i czasem korzystam z niej na moich lekcjach z dorosłymi. To dzięki pani Melce dowiedziałam się, co to było dodo, czym jest GMO itd. Rozmawialiśmy na tematy typu kara śmierci, klonowanie i najprzeróżniejsze tak zwane "trudne sprawy". Nigdy w mojej szkolnej karierze na żadnym innym przedmiocie (np. na religii, lekcji wychowawczej, czy etyce, której nie miałam możliwości mieć) nie rozmawialiśmy o argumentach za i przeciw tak fundamentalnych kwestii. Wspominam z łezką w oku te lekcje, bo to była orka na ugorze. Ale naprawdę było warto, bo nauczyłam się w czasie tych 3 lat bardzo wiele. Pisaliśmy, przygotowywaliśmy speeche, mieliśmy ciągle kartkówki ze słówek, ćwiczyliśmy wszystkie skille. Pamiętam, że uczestniczyłam również w konkursie piosenki anglojęzycznej i śpiewałam Dido, ale dowiedziałam się wtedy, że nie mam talentu, więc porzuciłam karierę pop star :P Były też olimpiady z języka angielskiego. No i... pani Melka wciągnęła nas w BERMUN-y, POLMUN-y, a później zrobiliśmy sobie nawet SIEMUN u nas w mieście (jest fejm). Kiedyś Wam o tym opowiem coś więcej ;) W skrócie chodzi o to, że są to Modelowane Obrady ONZ-tu (UN=United Nations - ONZ = Organizacja Narodów Zjednoczonych). Pojechaliśmy małą grupką, jako wybrańcy, potrafiący rozmawiać w języku angielskim, najpierw do Alkmaar w Holandii, a później 2 razy do Berlina. Była jeszcze impreza POLMUN w Poznaniu, ale pamiętam, że wtedy jakoś nie pojechałam. Zjeżdża tam się młodzież z całego świata i debatuje na poważne problemy w kilku komisjach, dokładnie tak, jak odbywa się to w ONZ-cie (wygląda to trochę inaczej niż w "House of Cards") ;) I było to tak, że ma się te 16, 17 lat, jedziesz do obcego kraju (czasy przed Schengen!!! Były jeszcze granice!) i... masz powiedzieć, że chciałabyś żelazko, albo wieszak. No i nie wiesz, ku..., nie wiesz, jak jest wieszak, bo okazuje się, że ani w Flying Star, ani w Snapshocie, ani w Enterprise'ie nie było takiego słowa! No i jest kaplica. Ogólnie, takie wyjazdy wiele uczą, przede wszystkim mamy kontakt z żywym językiem i inną kulturą. Polecam każdemu, jeśli macie szansę :)

Ale wracając do tematu... w czasach liceum miałam jeszcze jedną nauczycielkę, a właściwie dwie. Przez rok chodziłam do szkoły językowej i uczyła mnie pani Małgosia (inna, niż w gimnazjum), kobieta konkretna i wymagająca :) Robiliśmy Speak Out i też wiele nowych rzeczy wtedy się nauczyłam. Po paru latach, gdy już byłam na studiach spotkałam ją całkowicie przez przypadek w Krakowie i chwilę rozmawiałyśmy. Obecnie, z tego co wiem robi doktorat w Anglii i mam z nią kontakt przez FB :)

I była jeszcze pani Justyna, z którą przygotowywałyśmy się do matury rozszerzonej. Wtedy już wiedziałam, że chcę iść na anglistykę i chciałam bardzo dobrze napisać maturę z angielskiego. Pani Justyna oceniała moje prace pisemne, robiliśmy dużo gramatyki, skupialiśmy się też na słownictwie.

Jak widzicie, bardzo dobrze pamiętam wymagających nauczycieli, którzy wiele mnie nauczyli. Wszystkie te panie były sympatyczne, co uważam za moje szczęście. Bo najgorzej jest się uczyć przedmiotu z niemiłym nauczycielem. Na przykład z taką panią od fizyki, ale to długa historia ;) Wbrew temu, co chyba najczęściej się uważa - na lata zapamiętujemy nie tych nauczycieli, którzy byli pobłażliwi i nie trzeba się było u nich uczyć, lecz tych, którzy w jakiś sposób wpłynęli na nasze życie, mimochodem ukształtowali nasze poglądy, a przede wszystkim, tacy, którzy wiele nas nauczyli, nie tylko danego przedmiotu. Gdy tak sobie o tym myślę to wszystkie moje nauczycielki angielskiego były wspaniałymi kobietami i wpłynęły na to, że jestem teraz tu, gdzie jestem. Chciałabym im serdecznie podziękować, choć chyba nie przeczytają raczej mojego wpisu.

Byli jeszcze cudowni wykładowcy na studiach. Ludzie, których byłam fanką. Profesor Tadeusz Sławek (tak, ten) i pani doktor Piątek. Do profesora Sławka chodziło się na wykład na 8.30 w czwartki, nawet gdy dzień wcześniej była party hard (a jakoś tak wypadało u nas na uczelni, że w środy zawsze mieliśmy imprezy naszego kierunku) ;) To nic, kawa z automatu, oczy na zapałki i szło się na wykład. Siedziałam zawsze w pierwszym lub drugim rzędzie, żeby wszystko słyszeć. To było... jak magia... To jest chyba najpiękniejsza rzecz w studiowaniu, w uczeniu się. Ten czar, to, że siedzisz tam, słuchasz o literaturze opowiadanej w taki sposób, że szczęka opada. A później profesor zaprasza na przerwę (zawsze życzył nam smacznego kawioru i szampana) ;) Jestem dumna, że mogłam uczestniczyć w jego wykładach.

Z doktor Piątek z kolei mieliśmy historię Wielkiej Brytanii i zajęcia o kulturze Wielkiej Brytanii i USA. Pamiętam jej opowieści, pamiętam prace pisemne (o Matrixie i Władcy Pierścieni). Później dowiedziałam się, że jest ona współautorką kilku książek do matury, nawet takiej, z której miałam okazję się uczyć.

Druga najpiękniejsza rzecz w uczeniu się... to falling in love with your teacher... Zdarzyło mi się to parokrotnie. Wówczas nie masz problemu ze 100% frekwencją na zajęciach, bo zajęcia są po prostu dla ciebie pokarmem dla duszy. Zakochujesz się w intelekcie swojego nauczyciela, w tym, co mówi, jaką posiada wiedzę. Chcesz go/jej słuchać i słuchać. Jest to zakochanie czysto platoniczne (uwaga! dementi! miłość platoniczna to wcale nie to, o czym zawsze myśleliście, tylko coś zupełnie innego; ale tutaj używam tego określenia w rozumieniu potocznym).

Na moich studiach magisterskich z kolei miałam dwie wspaniałe wykładowczynie od metodyki nauczania języka. Wspominam je bardzo ciepło :) Pamiętam te super zajęcia z zabawkami i piosenkami dla dzieci (wyobraźcie sobie 20-osobową grupę dorosłych ludzi, którzy na dywaniku w kółeczku śpiewają piosenki po angielsku) :P Z obiema paniami chodziliśmy też do łódzkich szkół na praktyki. Te zajęcia wspominam najlepiej :)

Tak sobie myślę, że to jest chyba najważniejsze, żeby nauczyciel potrafił zainteresować ucznia, sprawić, żeby on się zakochał w wiedzy, w jego przedmiocie. To jest trudne i chyba do tego trzeba mieć talent. Moi nauczyciele mieli taki talent i dlatego też chciałam zostać nauczycielem.

Byli jeszcze nauczyciele innych języków, byli nauczyciele innych przedmiotów, ale to temat na inną historię ;)

Dzisiaj z okazji Dnia Nauczyciela chciałabym złożyć wszystkim nauczycielom, lektorom, edukatorom i przewodnikom (jak Master Yoda) najszczersze życzenia zdrowia, wytrwałości, cierpliwości i tego, abyście nigdy nie wypalili się w tym najtrudniejszym zawodzie świata.



Happy Teacher's Day!!!

Wpadajcie też na inne blogi kulturowo-językowe, a jeśli chcecie być na bieżąco - dołączcie do naszej grupy na facebooku

W komentarzach napiszcie proszę, jakich Wy mieliście nauczycieli języków obcych :)

Chiny:
Biały Mały Tajfun - Dzień Nauczyciela http://baixiaotai.blogspot.com/2016/10/dzien-nauczyciela.html

Francja:
Demain viens avec tes parents - Dzień Nauczyciela

Francuskie i inne notatki Niki - Wspomnień czar… w Dniu Nauczyciela

FRANG - 11 cech idealnego nauczyciela

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Jak zostałam panią od francuskiego

Hiszpania:
Hiszpański na luzie - Nauczyciele języków, taki was zapamiętałam

Japonia:
Japonia-info.pl - Nauczyciel, który zmienił moje podejście do nauki języków http://japonia-info.pl/nauczyciel-jezyka-ktory-zmienil-podejscie-do-nauki-jezykow/

Niemcy:
Niemiecki w Domu - Cechy dobrego nauczyciela

Językowy Precel - Moje nauczycielki niemieckiego

Norwegia:
Norwegolożla: Nauczyciel idealny - czy istnieje?

Rosja:
Dagatlumaczy.pl - blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim - Dzień Nauczyciela - komu zawdzięczam znajomość rosyjskiego? http://www.dagatlumaczy.pl/dzien-nauczyciela-komu-zawdzieczam-znajomosc-rosyjskiego

Wielka Brytania:
English Tea Time - Jak nauczycielka angielskiego wpłynęła na moje życie

Lanuage Bay


Włochy:
italia-nel-cuore - Dobry nauczyciel to skarb

Wielojęzyczne:
uLANGUAGES - Dzień Nauczyciela 2016 i najbardziej inspirujący nauczyciel w moim życiu https://ulanguages.wordpress.com/2016/10/14/najbardziej-inspirujacy-nauczyciel-w-moim-zyciu-czyli-od-czego-sie-to-wszystko-zaczelo/

Lingwoholik: Jaki wpływ na językoholizm mają nauczyciele? http://lingwoholik.pl/jaki-wplyw-na-jezykoholizm-maja-nauczyciele/


wtorek, 20 września 2016

Miesiąc Języków 2016 - Peace Day

Pewnie zauważyliście, że nasza grupa Blogów Językowo-Kulturowych organizuje Miesiąc Języków, podobnie jak w zeszłym roku. Wtedy jednak koncepcja była inna, każdego dnia królował inny język i pisaliśmy o związkach między tym językiem a językiem, o którym piszemy naszego bloga. Ja pisałam o związkach języka angielskiego z francuskim, o akcentach w języku angielskim, miał też pójść post o związkach z łaciną, ale nie wyrobiłam się wtedy (może kiedyś dokończę ten post, bo jest już w połowie napisany). Czemu wrzesień? 26. września obchodzimy Międzynarodowy Dzień Języków, a my, blogerzy, postanowiliśmy, że będziemy świętować cały miesiąc, bo przecież wolno nam ;)



W tym roku opisujemy wrzesień w danym kraju - czasami ciekawe święto, innym razem słownictwo, czy idiomy, powrót do szkoły, jesień itd. Ja wybrałam święto, o którym dowiedziałam się dopiero niedawno, a mianowicie Święto Pokoju - Peace Day, które obchodzimy jutro - 21. września. Otóż w weekend obejrzałam piękny film, który poleciła  mi moja kuzynka (thx, Sis!) "Życie Jane", czyli w oryginale (bo każdy wie, jak jest "życie" po angielsku): "Jane's Journey"

Jane Goodall ma obecnie ponad 80 lat. Film był nakręcony jako dokument 10 lat temu, ale myślę, że jeśli tylko zdrowie pozwala, Jane nadal jeździ po świecie i działa równie intensywnie, jak wcześniej na rzecz ochrony środowiska i zwiększania świadomości na temat naszej planety, którą powinniśmy chronić, a nie rozkradać.

Jej miłość do przyrody zaczęła się od książki o Doctorze Dolittle, później przeczytała Tarzana. Mając 23 lata, jako sekretarka, pojechała do Tanzanii, do buszu, obserwować szympansy. Było to jej marzenie od dzieciństwa, choć wszyscy (oprócz mamy) śmiali się z niej. Zafascynowało ją to, jak szympansy opiekują się swoimi młodymi, odkryła również, że te naczelne (primate) potrafią posługiwać się narzędziami, aby wydłubać mrówki z mrowiska, co było wówczas olbrzymim zaskoczeniem dla naukowców. Do tej pory wierzono  bowiem, że tylko człowiek, pan i władca wszechświata, potrafi tworzyć narzędzia i ich używać. Jane i jej grupa mieli fundusze jedynie na pół roku, jednak postanowili, że muszą opowiedzieć światu o swoich odkryciach. Dlatego zaprosili National Geographic, aby magazyn zrobił o ich ekspedycji fotoreportaże i filmy dokumentalne. I tak się stało. Jane przy okazji zakochała się w pięknym fotoreporterze National Geographic i żyli... w buszu. Ta historia ma ciąg dalszy i kolejne przełomowe punkty, m.in. gdy w 1986 roku (roku mojego urodzenia), Jane uczestniczyła w konferencji o szympansach i dowiedziała się, jak są wykorzystywane w laboratoriach, czy zabijane na mięso (yeah...well...) Postanowiła wówczas, że musi coś zrobić, musi coś zmienić (to make a difference) w myśleniu ludzi. Zaczęła jeździć po świecie z wystąpieniami i budzić ludzi.

W czasie tego filmu kilkukrotnie uroniłam łzę. Cały czas z podziwem myślałam o kobiecie, która nie zważając na przeciwności losu i swój wiek, chce wyciągnąć z innych ludzi tyle dobrego. Jednocześnie ma w sobie tyle siły i determinacji. Wie, że to od nas zależy, co zostawimy przyszłym pokoleniom.

Jej nauczanie tak bardzo przypomina mi to, o czym cały czas mówił Michael Jackson. Nagrał piosenki "Earth Song", "Heal the World", napisał piękny poemat "Planet Earth". Ciągle przypominał o tym, że to my musimy wziąć sprawy w swoje ręce before it is too late.

Film "Życie Jane" z napisami (ale uwaga na tłumaczenie, bo mogłoby być lepsze) możecie obejrzeć tutaj: VOD.pl

Jane Goodall założyła również organizację Roots and Shoots (która działa już w 130 krajach, najbliżej w Czechach), co przypomina mi tytuł ważnej książki o interpunkcji. Tytuł tej książki został zainspirowany pewnym dowcipem o pandzie:
A panda walks into a café. He orders a sandwich, eats it, then draws a gun and proceeds to fire it at the other patrons.
"Why?" asks the confused, surviving waiter amidst the carnage, as the panda makes towards the exit. The panda produces a badly punctuated wildlife manual and tosses it over his shoulder.
"Well, I'm a panda," he says. "Look it up."
The waiter turns to the relevant entry in the manual and, sure enough, finds an explanation. "Panda. Large black-and-white bear-like mammal, native to China. Eats, shoots and leaves."
Chyba już rozumiecie, że interpunkcja może uratować życie, c'nie?

Książka do kupienia na Amazonie:
Link afiliacyjny

O Jane Goodall możecie również przeczytać w tych oto książkach:
Link afiliacyjny

Link afiliacyjny
Jeszcze nie czytałam tych książek, ale są już na mojej wishliście :)

I do tego super książka - komiks dla dzieci o życiu Jane. W ogóle fajna seria pod tytułem "Ordinary People Change the World":
Link afiliacyjny

What you do makes a difference, and you have to decide what kind of difference you want to make.

If you really want something and really work hard, and take advantage of opportunities, and never give up, you will find a way.

Children can change the world.

There's a saying, heard very often: "We haven't inherited this world from our parents, we borrowed it from our children." We haven;t borrowed anything from our children. When you borrow, you're expected to pay back. We've stolen. We're still stealing and we've got to do something about it.

Ale o czym to ja miałam... Aha, o Dniu Pokoju. Jeśli chcecie, możecie obchodzić to święto ze swoją klasą i ze swoimi dziećmi. Na stronie Roots and Shoots znajdziecie pomysły na prace plastyczne i zabawy, o tutaj: http://www.rootsandshoots.org/peaceday
Jeśli mieszkacie w USA to możecie również postarać się o grant z projektu - bardzo ciekawe pomysły zostały już zrealizowane :)

P.S. Zapraszam Was również na wczorajszy wpis w ramach Miesiąca Języków do Norwegii. A tutaj zajrzyjcie jutro: enesaj.pl Wpadajcie również na inne blogi o języku angielskim: o 11. września, 33 żenujące fakty językowe o autorze bloga Angielska Herbata, idiomy z dziewiątką oraz wrzesień w wielu językach and more is yet to come :P

Na naszym wspólnym blogu znajdziecie również linki do wszystkich blogów, biorących udział w akcji: https://kulturowojezykowi.wordpress.com/2016/09/01/miesiac-jezykow-2016/